20-01-2010 – 16:42
Nadszedł więc weekend. Sobotni poranek zacząłem od wypicia kawy i wsłuchania się w muzykę spod znaku Tiamat .Przede mną było jeszcze parę godzin przy taśmie w pracy i wypad do punktu sprzedaży. Byłem zdania, iż ten dzień będzie dość męczący . Rano było bardzo zimno. Co gorsza wiało, a to potęgowało uczucie chłodu. Wreszcie doszedłem do zakładu. Zacząłem więc pracować . Na hali produkcyjnej była dość wysoka temperatura. Zawsze zapachy dochodzące z Przetwórni sprawiały, że soki żołądkowe dawały o sobie niemiłościwie znać w momencie, gdy przechodziłem akurat nieopodal. Los tak chciał, że teraz jestem pracownikiem tego zakładu. No nic. W sobotę nie było już tak ciężko jak w dzień wcześniejszy. W końcu moja zmiana dobiegać zaczęła końca. Przybyłem więc do szatni, a by się przebrać i wyjechać z Marcinami i innymi Maćkami do sklepu z drzwiami . Ledwo wyszedłem poza szlaban torujący wejście do zakładu zauważyłem zaparkowane przy drodze auto, zaś przed nim stojącego Dodgersa. No i właśnie tutaj zaczyna się sobotnia przygoda. Wsiadam do środka, a tam KSU i siatka z podejrzanie prezentującym się towarem….jak się później okazało była to flaszka metaxy i Jacka Dannielsa. Wyruszyliśmy więc w drogę. Nie miałem ochoty się śmiać z głupot, gdyż czułem się już daleko zmęczony. Ledwo opuściliśmy Międzychód zaczęli opowiadać kawały . Zaznaczę może, że był to czarny humor. Niestety nie rozluźniło mnie to, gdyż czułem się w dalszym ciągu zmęczony po pracy . Nie wspomnę oczywiście, że kiszki mi marsza grały. Po drodze zatrzymaliśmy się, aby zatankować. No nie ma co….głodny nigdzie łazić nie będę. W kieszeni całe szczęście miałem jakieś oszczędności. Wyszedłem więc z auta podszedłem kupić sobie jakiegoś hamburgera. Całe szczęście starczyło mi drobnych. Po konsumpcji było już lepiej. Akurat, gdy wróciłem odjeżdżali. Większego humoru nabrałem na miejscu. Dziwnie delikatnie mówiąc musieliśmy wyglądać . Read More »
20-01-2010 – 14:56
W piątek ciężko było w pracy, lecz poradziłem sobie . Ogólnie po powrocie do domu miałem ochotę walnąć się jedynie na kanapę. I zresztą tak też uczyniłem. Śniły mi się jakieś pierdoły, z których w momencie pisania niewiele pamiętam. Myślę, że na zdrowy regeneracyjny sen przeznaczyłem około godziny czasu . Jak ja lubię ten wszechogarniający mrok siedząc w pokoju po godzinach pracy. Generalnie od razu po wstaniu na nogi wziąłem w swe dłonie laptopa . Dosłownie ledwo pojawiłem się online zacząłem zakładać photobloga. Coś mnie opętało. Maciek ma, Stiepan także . To znakomity pomysł na zarejestrowanie swoich doświadczeń, wspomnień i w ogóle. Dodałem kilka zdjęć, które zalegały mi w folderze, by następnie wziąć się za solidne ich opisywanie . Oczywiście zawarte były moje wspomnienia z lat, w których udzielałem się w lokalnym zespoliku…myślę, że będzie to połowa lat 90..no i doświadczenia, które ukształtowały moją dzisiejszą osobowość. Chciałem dopiąć wszystko na ostatni guzik. Blog miał wionąć jakimś w miarę przystępnym językiem oraz konkretnym klimatem. Pracowałem nad swym photoblogiem praktycznie do godziny 23.00 . Oczywiście będę dopisywał sukcesywnie ciekawsze zdarzenia z mojego życia. Read More »
20-01-2010 – 13:43
Wieczór ten spędziłem zgodnie ze swoim harmonogramem słuchając dobrej muzyki oraz przy lekturze ciekawej książki . Nie ma to jak lektura wybranego autora. Pasternak podobnie zresztą jak Sołżenicyn lub Dostojewski pisze moim skromnym zdaniem tak, że grzechem byłoby nie zapoznać się z jakąkolwiek jego pozycją. Niewiele mi pozostało do przeczytania całej książki. Oczywiście daruje sobie streszczanie powieści, którą czytam . Przez bodajże godzinę cofnąłem się do początku lat 20 XX w. Powracając do rzeczywistości postanowiłem przez snem podładować swoje życiowe akumulatory słuchając Black Sabath. Próbując już zasnąć słyszałem Ziutę opowiadającą o przyjeździe jej kuzyna z Pragi . Stiepan studiuje slawistykę w Pradze i postanowił zawitać w Polsce na czas ferii zimowych. Po powrocie przystępuje do sesji zimowej. Następnego dnia po pracy Ziutka pokazała mi jego photoblog. Read More »
20-01-2010 – 12:08
Po powrocie z pracy pisałem odrobinę z Marcinem w związku z planowanym spotkaniem w weekend . Z początku ciężko było w ogóle na niego trafić. Ku mojej uciesze pojawił się po upływie jakiegoś czasu . Nie zamierzałem przechodzić od razu do konkretów, więc spytałem się co u niego. Warsztaty bębniarskie prosperują niesamowicie dobrze. Prowadzi te spotkania od wiosny ubiegłego roku i o ile na początku umiejętności uczniów pojawiających się na zajęciach były nikłe teraz bardzo dobrze sobie radzą. Pojawiły się także perełki, to jest osoby, które posiadają całkiem dobre umiejętności. Te właśnie osoby tworzyć zaczęły przyszły trzon planowanego zespołu rockowego . Chłopaki zajęli się szlifowaniem coverów Kata, Metallicy oraz Pink Floyda. Tak poza warsztatami Marcin studiuje komunikację społeczną w Poznaniu i pracuje w Mc Donald’s. No nieźle. Jako, że kolega jest typem tak zwanego homo comunicativus- człowieka społecznego lubi spotykać się ze znajomymi i przebywać w gronie wielu ludzi. Read More »
19-01-2010 – 16:03
Nie ma to jak wypoczęcie w cieplutkim, świeżo nagrzanym domu po ciężkim dniu pracy . Po obiedzie, którego skonsumowałem z dokładką położyłem się na kanapie na chwilę . Nie dziwi mnie wcale, iż po kilku godzinach stania przy taśmie w krzyżu mnie łamie . Cisza panująca w domu, oraz panujący wokół mnie półmrok sprawił, że usnąłem. Nie było o to specjalnie ciężko . Całe szczęście nie przespałem całego dnia. Udało mi się zbudzić pół godziny potem . Właśnie to było to czego po pracy potrzebowałem . Nabrałem odrobinę sił witalnych, więc mogłem korzystać jeszcze z tego dnia. Zasiadłem więc do laptopa. Zauważyłem wiadomości od Tomka i Marcina. Zainteresowani są moimi planami tyczącymi się spędzeniem karnawału . Szczerze mówiąc nie mam żadnych planów w tym zakresie . Nie mam zresztą czasu, a gdy już go mam wolałbym nieco inaczej go wykorzystać. Nie należę może do grona domatorów i trzeba przyznać, że bardzo lubię od czasu do czasu gdzieś się wybrać i się rozerwać, lecz po pracy nie mam siły, a także ochoty spędzać wolnego czasu poza domem . Postanowiłem ich o tym poinformować. Oboje będąc aktywnymi na nk odpisywali dosyć szybko. Oni na serio myślą o reaktywacji naszego teamu…niestety czas płynie szybko, żyć trzeba dalej. Od czasu do czasu pojawię się na jakimś piwku bądź luźnym spotkaniu w pamiętnym gronie z gitarą w ręku, lecz bez przesady. Read More »
14-01-2010 – 13:20
Wróciwszy od Stanisława byłem padnięty . Całe szczęście przyjechałem w sam raz na obiad. Zaskoczyło mnie to w całkiem miły sposób . Zanim wyjechałem pomóc Stanisławowi wynieść stare meble z mieszkania Ziutka chyba jeszcze spała. Szybko doprowadziła dom do przykładnego porządku, że o przygotowaniu posiłku nawet nie wspomnę. Jak już napisałem miło mnie to zaskoczyło. Byłem zmęczony oraz głodny, a jak wszystkim dobrze wiadomo „ jak polak głodny to zły”. Podczas kolacji dało się słyszeć utwory z płyty z muzyką Jima Morrisona. Pochłaniając klopsa słyszeć się dało „ Riders on The Storm”. Moim skromnym zdaniem muzyka The Doors dobra jest na jesienne, deszczowe dni. No nic. Nie miałem zamiaru rozleniwiać się w jakikolwiek sposób . Na zewnątrz nasypało trochę śniegu, zaś dnia jutrzejszego po pracy mogę być zbyt zmęczony, żeby rąbać drzewo, więc zdecydowałem zająć się tym już dzisiaj. Wziąłem więc szypę i zacząłem odgarniać śnieg z podjazdu oraz chodnika. Dobrze byłoby posypać piaskiem, ponieważ robi się powoli zdecydowanie ślisko. W szopie spędziłem trochę więcej czasu przygotowywując większe ilości drewna. Było to z pożytkiem zarówno dla mojego zdrowia jak i też zwyczajnie dla wygody. Read More »