Po powrocie z pracy pisałem odrobinę z Marcinem w związku z planowanym spotkaniem w weekend . Z początku ciężko było w ogóle na niego trafić. Ku mojej uciesze pojawił się po upływie jakiegoś czasu . Nie zamierzałem przechodzić od razu do konkretów, więc spytałem się co u niego. Warsztaty bębniarskie prosperują niesamowicie dobrze. Prowadzi te spotkania od wiosny ubiegłego roku i o ile na początku umiejętności uczniów pojawiających się na zajęciach były nikłe teraz bardzo dobrze sobie radzą. Pojawiły się także perełki, to jest osoby, które posiadają całkiem dobre umiejętności. Te właśnie osoby tworzyć zaczęły przyszły trzon planowanego zespołu rockowego . Chłopaki zajęli się szlifowaniem coverów Kata, Metallicy oraz Pink Floyda. Tak poza warsztatami Marcin studiuje komunikację społeczną w Poznaniu i pracuje w Mc Donald’s. No nieźle. Jako, że kolega jest typem tak zwanego homo comunicativus- człowieka społecznego lubi spotykać się ze znajomymi i przebywać w gronie wielu ludzi. Naprzemianlegle przebywa albo w Międzychodzie, albo w Poznaniu zależnie od grafiku zajęć na uczelni .

W końcu postanowiłem przejść do rzeczy pytając go o sobotnie spotkanie. Wychodzę z pracy punkt 13.00 . Jestem więc ciekawy o której wyjeżdżamy. Dowiedziałem się , że podjadą po mnie pod Pomonę, tak więc wyruszymy od razu po 13.00. Na miejscu będę poprzeglądać różne drzwi szklane i zdecyduje, które bardziej mi odpowiadają, które bardziej mi się podobają . Oczywiście mam świadomość, że będzie to dziwnie wyglądało. Mógłbym się tam udać przecież osobiście bez obecności swoich znajomych . Nie wiem co to za idea . Byłbym gotów sobie rękę odrąbać, że nie skończy się na pobycie w hurtowni. Z pewnością będą mieli zamiar pójść gdzieś na piwko. Naprawdę bardziej sentymentalnych ludzi jeszcze nie widziałem. Ziutka przygotowała znakomity obiad, a mianowicie pieczonego indyka. Palce lizać. Myślę, że długo nie siedziałem przy komputerze. Nie zamierzałem całego popołudnia spędzać przy monitorze komputera. Najważniejsze to się właściwie zrelaksować.